bpm 91 Tuning 440 Hz Artist Pogodno jam sessions 42 Release year 2004 Last modified August 26, 2021 Chords author Chordify
Czasem szcz臋艣cie si臋 do nich u艣miecha艂o i dostawali dzie艅 lub dwa odpoczynku. Gdy sprawy przybieraj膮 niebezpieczny obr贸t, los nieoczekiwanie u艣miecha si臋 do samotnika Charleya, kiedy spotyka on na swojej drodze odwa偶n膮 Sue Barlow, kobiet臋, kt贸ra zaw艂adnie zar贸wno jego sercem, jak i dusz膮.. Fortuna u艣miecha si臋 do Macieja Lampego.
Kontaktn铆 informace. Lingea s.r.o. Vackova 9, 612 00 Brno Tel.: + 420 541 233 160 E-mail: info@lingea.cz
USmiech Restauracja: Avoid at all cost - See 7 traveler reviews, 2 candid photos, and great deals for Szczecin, Poland, at Tripadvisor.
. Gdzie wypoczniemy i nie wydamy fortuny? Urlop w ciekawym miejscu za nisk膮 cen臋 to marzenie niejednego turysty. W Polsce takich miejsc nie brakuje! Sprawd藕, gdzie warto pojecha膰! Roztocze Urlop na Roztoczu? To niezwyk艂y region naszego kraju, w kt贸rym nie tylko odpoczniemy, ale r贸wnie偶 aktywnie sp臋dzimy czas. Pi臋kne krajobrazy: niezwyk艂e lasy, jeziora, 艂膮ki. Tu r贸wnie偶 znajdziemy wiele interesuj膮cych miasteczek wartych odwiedzenia. Oryginalny szlak szum贸w znajdziemy w Su艣cu, wiele profesjonalnych szlak贸w i tras rowerowych czeka na turyst贸w w J贸zefowie, a zalew w Majdanie Sopockim to doskona艂e miejsce do k膮pieli, pla偶owania i uprawiania sport贸w wodnych. Warto odwiedzi膰 tak偶e Zamo艣膰 oraz miasto nazywane sercem Roztocza, czyli Tomasz贸w Lubelski. Pi臋kna przyroda, dogodna lokalizacja, liczne szlaki turystyczne, cisza i spok贸j. Przede wszystkim cisza i kontakt z natur膮 to co艣, co przyci膮ga tam co roku setki turyst贸w. Naszym zdaniem Roztocze to idealne miejsce na odpoczynek! Koniecznie sprawd藕: Noclegi na Roztoczu Podkarpacie Tanim rejonem turystycznym w Polsce jest r贸wnie偶 Podkarpacie. To doskona艂a propozycja dla os贸b, kt贸re ceni膮 sobie cisz臋, spok贸j i natur臋. Uwa偶ane przez niekt贸rych za najpi臋kniejsze g贸ry w Polsce Bieszczady za spraw膮 niezwyk艂ych widok贸w s膮 ch臋tnie odwiedzane przez turyst贸w. Stare cerkwie, pochylone krzy偶e, nieco dzika przyroda oraz przede wszystkim niezwyk艂e pasma g贸rskie. Wybieraj膮c Bieszczady jako kierunek swojego urlopu, warto zarezerwowa膰 nocleg w mniejszej wiosce takiej jak: Baligr贸d, Zatwarnica czy Bukowsko. Szukasz atrakcyjnego noclegu na Podkarpaciu? Noclegi Podkarpackie Rusinowo Rusinowo to miejscowo艣膰 po艂o偶ona w niedalekiej odleg艂o艣ci od popularnego Jaros艂awca. Znana jest z jednej z najpi臋kniejszych i najczystszych pla偶 w 艣rodkowej cz臋艣ci wybrze偶a. To zak膮tek nad Ba艂tykiem nieco zapomniany przez turyst贸w, je艣li jednak nie lubisz t艂oku na pla偶y, to miejsce idealne dla Ciebie. Szeroka, piaszczysta, bez kamieni pla偶a przypadnie r贸wnie偶 do gustu wszystkim mi艂o艣nikom spokoju, ciszy i beztroskiego wylegiwania si臋 na piasku. Je艣li na pla偶臋 planujesz dosta膰 si臋 samochodem, mo偶na zaparkowa膰 go na pobliskim placu, dawnym lotnisku. Podobnie jak w D藕wirzynie, D膮bkach czy w Rowach wydamy tu zdecydowanie mniej ni偶 w innych nadmorskich kurortach. Zobacz tak偶e: Noclegi Rusinowo Kotlina K艂odzka Kotlina K艂odzka oferuje wiele r贸偶norodnych atrakcji zar贸wno dla doros艂ych, jak i dzieci. To region idealny na rodzinny urlop. Szczeg贸lnie polecamy odwiedzi膰 K艂odzko, jak r贸wnie偶 Kudow臋 - Zdr贸j, Polanic臋 - Zdr贸j, Stronie 艢l膮skie czy urokliwy L膮dek - Zdr贸j. Na turyst贸w czeka mn贸stwo r贸偶norodnych atrakcji, a w艣r贸d nich: Jaskinia Nied藕wiedzia, Jaskinia Radochowska, Zalew w Starej Morawie, B艂臋dne Ska艂y, liczne parki, zamki i pa艂ace. Warto wspomnie膰, 偶e na terenie Kotliny K艂odzkiej le偶y pi臋膰 uzdrowisk - miejscowo艣ci z wodami zdrojowymi oraz 26 sanatori贸w. Niew膮tpliwe walory zdrowotne oraz wypoczynkowe to g艂贸wne atuty tego miejsca. Dodatkowo niewielki obszar Kotliny umo偶liwia nam w kr贸tkim czasie dotarcie do interesuj膮cych nas miejsc pieszo lub rowerem. Polecamy: Noclegi w Kotlinie K艂odzkiej 藕r贸d艂o zdj臋cia: CC0 Public Domain
Fotel z wysokim oparciem zaskrzypia艂 straszliwie, gdy wampir odchyli艂 si臋 na nim tak mocno, 偶e balansowa艂 na samiutkich kantach n贸偶ek, kt贸re w zasadzie ju偶 par臋 razy z艂ama艂 w艂a艣nie przez takie bujanie si臋. Wetkn膮艂 r臋ce pod g艂ow臋, nogi w艂adowa艂 na blat biurka i zacz膮艂 niewinnie macha膰 stopami. Rachunkowo艣膰 zrobiona, poczta sprawdzona po Hefanie, a Gazra nakarmiona. Koniec na dzi艣. Za艣mia艂 si臋 cicho pod nosem na wspomnienie tej cholernej korespondencji. Co prawda dostawa艂 od pos艂a艅c贸w r贸偶norakie papierzyska z wrzeszcz膮cym, czerwonym tuszem wymalowanym nag艂贸wkiem "WEZWANIE DO ZAP艁ATY!", ale jako艣 nigdy si臋 nie zdarzy艂o, 偶eby wampir zap艂aci艂 chocia偶 miedziaka podatku od gruntu, dzia艂alno艣ci gospodarczej, demoralizacji, rozpusty, psucia/zu偶ywania powietrza albo innej bredni. To zu偶ywanie powietrza w jego przypadku nawet niekoniecznie mia艂o zastosowanie, bo jakby chcia艂 to by nie oddycha艂. "呕ywe trupy" oddycha膰 nie potrzebuj膮, ale 偶e musz膮 ma艂powa膰 ludzi to nauczy艂y si臋 tej troch臋 niepotrzebnej czynno艣ci. Santorin ziewn膮艂 porz膮dnie i zaraz po tym niemal zacz膮艂 d艂awi膰 si臋 kaszlem. - Jeba艂by to pies... - odcharkn膮艂 i poci膮gn膮艂 nosem, bo niemal porycza艂 si臋 od spazmu. Wyci膮gn膮艂 si臋 na nowo, zastanawiaj膮c si臋 co za d偶uma tym razem go dopad艂a. Nie 偶eby wampiry miewa艂y przezi臋bienia czy co艣, ale Santi s艂ysza艂 o przypadkach zachorowa艅. Rzadkich bo rzadkich, jednak dalej zachorowa艅... - ...a dziadzia Kostrofius przypadkiem nie cierpia艂 na wampiryczn膮 astm臋? A nie, to pylica by艂a i to chyba nawet od kurzu w sypialni. - my艣la艂 g艂o艣no, stukaj膮c w kie艂 tak przyd艂ugi, 偶e zacz膮艂 kaleczy膰 sobie usta. Nagle co艣 mlasn臋艂o g艂o艣no. Wampir skuli艂 si臋 i z艂apa艂 za podeszwy but贸w, tym samym stawiaj膮c fotel tak jak sta膰 powinien, z powrotem na 4 n贸偶kach. Buty butami, ale to nie jakie艣 lodowate zadupie i podeszwy nie musz膮 mie膰 p贸艂 metra grubo艣ci. Preferowa艂 obuwie z potr贸jn膮 funkcj膮: elegancja, wygoda i z do艣膰 cienk膮 podbitk膮, 偶eby lepiej wyczuwa膰 i unika膰 niepewnych (rozumie膰 nale偶y "skrzypi膮cych") desek pod艂ogowych. Taki w艂a艣nie bucik niestety nie chroni艂 przez bezlitosnym strzelaniem mokr膮 szmat膮 po 艣r贸dstopiu. Vega roztar艂 uderzone miejsce i z wyrzutem spojrza艂 na Lor臋, kt贸ra bojowo 艣ciska艂a "bro艅" w r臋ce. - To boli! - I dobrze, bo ma bole膰. - odpar艂a bez cienia wsp贸艂czucia. - Ja delikatny ch艂opak jestem! - Gdyby艣 nosi艂 po 1 skrzynce w贸dy i wina, a nie po 5 to mo偶e bym uwierzy艂a. - Potw贸r... - Odezwa艂 si臋! - Mog臋 chocia偶 wiedzie膰 za co to? Lora z wyrzutem wskaza艂a cud-mi贸d zadbanym paznokciem na male艅kie grudeczki piasku, kt贸re spad艂y z but贸w Santorina i teraz wala艂y si臋 na biurku, miejscu pracy podczas spe艂niania si臋 偶yciowo przy uzupe艂nianiu papierologii wy偶szej. Wampir uda艂, 偶e nic nie widzi i o niczym nie wie. - Wiesz, myszeczko, nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi... - Nie 艣ciemniaj! Dobrze wiesz, 偶e chodzi mi o ten chlew, kt贸ry robisz ZA KA呕DYM RAZEM, kiedy pakujesz te swoje kopyta na biurko! - Robisz z ig艂y wid艂y... - Nie sprz膮tasz tego to nie wiesz jakie to irytuj膮ce, kiedy co chwila znajdujesz jeszcze jeden paproszek i jeszcze jeden, a padasz z n贸g i wkurwia Ci臋 najmniejsze g贸wno! - ...widz臋 w艂a艣nie. - Co tam mruczysz? - zapyta艂a ostro, zabijaj膮c Santorina wzrokiem. - Nic! - wyszczerzy艂 si臋 bezmy艣lnie, gdy偶 doszed艂 do wniosku, 偶e lepiej nie dra偶ni膰 sprz膮taczki. - No ja my艣l臋... A teraz zabieraj te nogi, musz臋 tu posprz膮ta膰! Znowu r膮bn臋艂a szmat膮 po stopach Vegi, na co ten przykurczy艂 nogi tak raptownie, 偶e wypieprzy艂 si臋 razem z fotelem. Rumoru narobi艂, 偶e obudzi艂by nieboszczyka. Lora nic si臋 nie odezwa艂a, okr臋偶nymi ruchami poleruj膮c blat, na kt贸rym pr贸cz rzekomych brud贸w znajdowa艂y si臋 r贸wnie偶: ka艂amarz, elegancki kandelabr z 5 艣wiecami, Biblia Finans贸w, marmurowy przycisk do papieru w kszta艂cie pon臋tnej syrenki wyginaj膮cej si臋 na pseudo morskiej skale oraz g贸ra papierzysk u艂o偶ona w pedantycznie r贸wny stosik. Ruda akurat podnios艂a kartk臋 z艂o偶on膮 niegdy艣 w potr贸jn膮 harmonik臋 by wygarn膮膰 spod niej piasek, kiedy co艣 rzuci艂o jej si臋 w oczy. Zbli偶y艂a formularz do 艣wiat艂a i a偶 zmarszczy艂a brwi. - Bo偶e kochany, a c贸偶 to za tasiemiec?! Santorin przesta艂 rozczula膰 si臋 nad bol膮c膮 stop膮 i, dalej le偶膮c na pod艂odze razem z fotelem, popatrzy艂 na pracownic臋 nieco zbity z tropu. - Jaki "tasiemiec"? Hefan znowu cz艂onka narysowa艂 na li艣cie od kt贸rej艣-mojej-by艂ej? Wzrok Lory zawiera艂 w sobie jedno zdanie: "Imbecyl". Jako艣 nie zareagowa艂a na wzmiank臋 o nieznajomo艣ci imienia kochanki. No c贸偶, wszyscy wok贸艂 wiedzieli o rozpustno艣ci szefa tawerny i ze 艣wiec膮 szuka膰 kogo艣, kto by si臋 temu jeszcze dziwi艂 b膮d藕 to pot臋pia艂. Chocia偶 nie, mo偶e Malgran by co艣 burcza艂, naczelny formalista i 艣wi臋ty obro艅ca wszelakiej kobiecej cnotliwo艣ci tak oddany sprawie, 偶e nigdy nie tkn膮艂 偶adnej tutejszej dziewki. - We藕 mnie nie obra偶aj, Santi. Akurat cz艂onka to umiem rozpozna膰. O podpis mi chodzi, ten tu, o. Urz臋das ma niez艂e plecki w rodzinie, 偶e dochowa艂 si臋 tak d艂ugiego nazwiska. Mag mo偶e jaki艣 albo inny czort - nie obra偶aj膮c Atroxa oczywi艣cie... - Lora... To jest M脫J podpis. Wytrzeszczy艂a zielone ga艂y. - 呕artujesz! Przecie偶 Ty Vega jeste艣 a nie... TO. - stukn臋艂a palcem w strzelony zamaszy艣cie podpis, kt贸ry w swojej rozci膮gliwo艣ci zajmowa艂 kartk臋 od jednego marginesu do drugiego. - "Vega" to skr贸t. Zesra艂bym si臋 chyba, gdybym za ka偶dym razem mia艂 przedstawia膰 si臋 pe艂nym nazwiskiem. - w miar臋 w膮t艂ych mo偶liwo艣ci na le偶膮co wypi膮艂 pier艣 i przytkn膮艂 do niej kciuk. - Wampirze nazwiska s膮 bardzo d艂ugie i skomplikowane, ale tak 艂atwiej nam okre艣li膰 sk膮d kto pochodzi. - nagle zmarnia艂, jakby si臋 czego艣 wstydzi艂. - Gdyby nie skr贸t ludziska od razu by si臋 po艂apali, 偶e jestem wampir. Stali klienci to stali klienci, zd膮偶yli przywykn膮膰 i wiedz膮, 偶e jestem niegro藕ny. Ale nowi? Zara by przylecieli z dzidami, wid艂ami, ko艂kami z krzese艂, sporadyczn膮 pochodni膮, 艣wi臋tym znaczkiem albo, bro艅cie bogowie, t膮 cuchn膮c膮 zup膮 czosnkow膮. A偶 mnie skr臋ca na sam膮 my艣l... Poza tym lepiej, 偶eby tatu艣 za wcze艣nie si臋 nie dowiedzia艂 o mojej wolno艣ci, a tym bardziej o dzia艂alno艣ci. - To Ty masz ojca? Zrobi艂 pot臋piaj膮ca min臋. - M贸wi艂em Ci ju偶. Z kapusty si臋 nie wzi膮艂em. Nie zosta艂em te偶 "przemieniony podczas mrocznego rytua艂u", nie wiem sk膮d ludzie bior膮 takie zabobony. - No dobra, dobra, ju偶 ja swoje wiem... To jak w takim razie mo艣ci pan "Vega" si臋 naprawd臋 nazywa? - Santorin Rajivar Vengervalis-Gareshmill III. - wyrecytowa艂 z zamkni臋tymi oczami, po czym doda艂. - Zap艂ac臋 Ci sztuk臋 z艂ota, je偶eli powt贸rzysz to bez zaj膮kni臋cia. Oferta zach臋ci艂a ex-dziwk臋 do podj臋cia pr贸by. Kilka razy powtarza艂a zapami臋tane sylaby oczywi艣cie w z艂ej kolejno艣ci, a偶 w ko艅cu z艂apa艂a si臋 za g艂ow臋. Santorin u艣miechn膮艂 si臋 psotnie. Wskaza艂 Lor臋 palcem, oko przymru偶y艂 i wytkn膮艂 nieco j臋zyk, bo zw臋szy艂 triumf... - Ha! Widzisz, 偶e "Vega" jest znacznie por臋czniejszy? ... jednak srogo pomyli艂 si臋 w ocenie powodu szoku na buzi Lily. - Przecie偶 to brzmi jak jaka艣 choroba weneryczna! "Witaj, cna dziewojo, jam jest Santorin "Choroba Weneryczna" Vega III". Santi, tak mi przykro, chyba rodzice Ci臋 nie kochali skoro nadali Ci takie imi臋. Chocia偶... Wiesz co? Tylko ten "-valis" si臋 zgadza. Wampir po raz drugi ju偶 tego wieczoru zrobi艂 pot臋piaj膮c膮 min臋. - Nie r贸b takiej miny bo ju偶 Ci tak zostanie i nawet Hefana by艣 nie wyrwa艂 podczas polowania. I bez tego wygl膮dasz okropnie. Jeszcze raz moje kondolencje. Dobrze, 偶e przez ostatnie 2 lata nie wiedzia艂am jak si臋 nazywasz w pe艂ni, bo bym Ci nawet r臋ki nie poda艂a. Jeszcze bym z艂apa艂a... chorob臋 weneryczn膮. - roze艣mia艂a si臋 do艣膰 sztucznie, jednocze艣nie klepi膮c Veg臋 w kolano, po czym opu艣ci艂a biuro rachunkowe. W艂a艣ciciel "U艣miechu Fortuny" odczeka艂, a偶 kroki Lory ucichn膮 i za艂o偶ywszy nog臋 na nog臋, opar艂 je o kant biurka. Spl贸t艂 d艂onie na karku. Studiowa艂 ka偶dy s臋k na deskach sufitu i u艣miecha艂 si臋 do siebie. To ju偶 2 lata, co? Nawet nie wiadomo, kiedy up艂yn膮艂 ten czas. Tyle si臋 w ci膮gu tych 2 raptem lat wydarzy艂o, 偶e mo偶na by o tym ksi膮偶k臋 napisa膰. Kt贸偶 nie przewin膮艂 si臋 przez progi wygranej w karty tawerny! Jaka艣 dupencja, nosz膮ca na twarzy woalk臋. Pami臋ta艂, 偶e za wierzchowca mia艂a 艣mierdz膮ce, lwo-podobne zwierz臋. Epizodycznie zago艣ci艂 pewien dr膮gal, kt贸rego matka chyba bzykn臋艂a si臋 z wilko艂kiem, bo takie mia艂 szpony i generalnie dziki wygl膮d. Paru osobom jak raz si臋 tutaj spodoba艂o, wi臋c zostali. Lora przyby艂a z obstaw膮 w postaci "klasycznej blondynki" oraz szlachciura. Blondi na drugi dzie艅 wyby艂a z powrotem do Medary, najbli偶szego wi臋kszego o艣rodka cywilizacji, a Karol... no c贸偶. Zmieni艂 si臋 w prosiaka (cholera wie jakim sposobem?!), p贸藕niej odmienili go przy pomocy...CZEGO艢... co by艂o zrobione z wyj膮tkowo 艣mierdz膮cego grzyba. Santorina a偶 przebieg艂 dreszcz na wspomnienie fetoru, kt贸ry utrzymywa艂 si臋 przez tydzie艅 na pi臋trach mieszkalnych. Prawdziwego zamieszania w tawernie narobi艂 Cahir. Wygl膮da艂 jakby go chory umys艂owo czarodziej posk艂ada艂 do kupy z r贸偶norakich cz臋艣ci, kt贸re mia艂 pod r臋k膮, a nawet doda艂 kilka dla rozrywki, jak ogon lub skrzyd艂o. Ten to by艂 agresywny na ca艂ego i prowokowa艂o go byle g贸wno, a jak wszczyna艂 b贸jk臋 to nikt nie wa偶y艂 si臋 ustawia膰 go do pionu. Sam si臋 uspokaja艂 po jakim艣 czasie. Tylko ludziska potem 艂azili z poparzeniami na mordach, bo dostali ognistym 艂apskiem. Wampir niemal roze艣mia艂 si臋 cicho. Sam nie wiedzia艂 dlaczego, ale zawsze robi艂o mu si臋 ciep艂o na sercu, gdy my艣la艂 o Cahirze i Lorze. Los to go艣膰 z niez艂ym poczuciem humoru, skoro umy艣li艂 sobie, 偶e zmiennokszta艂tny mag i prostytutka zakochaj膮 si臋 w sobie. Co wi臋cej, ona porzuci sw贸j zaw贸d, a on nieco spu艣ci z tonu. Vega dawno nie widzia艂 takiej mi艂o艣ci. Dwa r贸偶ne 艣wiaty, a uczucia tyle, 偶e mo偶na by by艂o obdarowa膰 nim p贸艂 miasta! 呕eby to raz przy艂apa艂 park臋, jak gdzie艣 na boku kleili si臋 do siebie... Zmarkotnia艂 nieco. Serducho mu si臋 kraja艂o, gdy patrzy艂 na marnuj膮c膮 si臋 Lor臋. Pi艂a, ma艂o spa艂a, nie dba艂a o wygl膮d odk膮d Cahir przepad艂 bez wie艣ci... Przez pewien czas w "U艣miechu Fortuny" mieszka艂a nawet rusa艂ka, Nimra Hillsing, i cierpia艂a na amnezj臋. Nikt nie wiedzia艂 sk膮d pochodzi艂a. Nied艂ugo potem jej miejsce zaj臋艂a Nissare Jeaggerjack, uczona pani smoczyca, kt贸ra pr贸cz zmieniania sk贸ry na ludzk膮 (ca艂kiem niczego sobie z reszt膮) to mia艂a taki dryg do technologii, 偶e gdyby chcia艂a zamontowa艂aby budynkowi tawerny n贸偶ki i wprawi艂aby go w ruch. Czego innego spodziewa膰 si臋 po Drakonautach, kt贸rzy od niechcenia budowali ustrojstwa, o jakich innym rasom si臋 nawet nie 艣ni艂o. Do kadry pracownik贸w do艂膮czy艂a Kogita, Trizonka, i jej matk臋 NA PEWNO bzykn膮艂 wilko艂ek, skoro mia艂a psie uszy i bia艂膮 kit臋. Atrybuty te sz艂o zignorowa膰, skoro potrafi艂a tak si臋 ubiera膰, by podkre艣la膰 wszystko, co mia艂a zgrabne. Szkrabika tego nie tyle mo偶na by艂o wypatrze膰 w t艂umie, co wyczu膰, bo dziennie chyba wylewa艂a na siebie ca艂e galony perfum贸w wszelakich (Santorin do ko艅ca nie-偶ycia znienawidzi zapach ja艣minu, to pewne). Wsz臋dzie chodzi艂a z du偶膮 szklan膮 kostk膮 i dop贸ki leczy艂a zadrapania nie najgorzej, nikt nie zawraca艂 Lisicy dupy co to tak naprawd臋 za przedmiot. Rekord dziwno艣ci zdecydowanie pobili Malgran z Eldarem. Je艣li wierzy膰 ich s艂owom oraz wyliczeniom Nissare, ci dwaj byli dos艂ownie z drugiej strony 艣wiata! W Cheronie wyl膮dowali przez przypadek, bo ich znajoma smoczyca ze zdolno艣ciami teleportuj膮cymi kopn臋艂a si臋 przy nawigacji. Ciekawymi nabytkami byli Atrox Balzigeer oraz Nari Merrev'edi. Chocia偶 jeden mia艂 rogi, ogon i wygl膮da艂 na rasowego demona, a druga na zwyczajn膮 podlotk臋 to oboje byli czym艣 co nazywa si臋 Nefilimami. Nari by艂a owocem zwi膮zku anio艂a z cz艂owiekiem, z kolei Atrox cz艂owiekiem, kt贸ry za 偶ycia nabroi艂 tak, 偶e zrobiono z niego demona. I jak si臋 tutaj po艂apa膰...? Nie mo偶na te偶 zapomina膰 o stadku ghuli, kt贸re zadowoli艂o si臋 w okolicy. - Taaak, to zdecydowanie by艂y ciekawe 2 lata. - westchn膮艂 pogodnie i postawi艂 fotel jak nale偶y. I pomy艣le膰, 偶e ca艂a ta heca zacz臋艂a si臋 od 2 os贸b: jego i Hefana. Stadko dziwol膮g贸w nie藕le si臋 powi臋kszy艂o. Od艂o偶y艂 na kupk臋 korespondencji pokwitowanie, kt贸re wcze艣niej Lora wzi臋艂a do 艂apy, i przycisn膮艂 wszystko syrenk膮 z marmuru. Wszystko od wampira i chochlika. Nagle co艣 go ol艣ni艂o. Pomys艂 nieg艂upi i genialny w swojej prostocie, a przy tym taki, jakiego mo偶na si臋 by艂o spodziewa膰 po panu Vedze. Z szata艅skim u艣miechem zdmuchn膮艂 艣wieczki w kandelabrze... Pierwsz膮 ofiar膮 pad艂a Kogita. Nawet przez drzwi s膮czy艂y si臋 aromaty r贸偶nych olejk贸w i innych dupereli do piel臋gnacji, od kt贸rych Santorina zacz臋艂o kr臋ci膰 w nosie na powa偶nie. Kichn膮艂 z rozmachem, niemal upuszczaj膮c wszystko, co trzyma艂 pod pach膮: drewniany stela偶, pod艂u偶ne pude艂ko i zwini臋ty kawa艂 materia艂u. Lisica chyba go us艂ysza艂a, bo nie min臋艂a nawet minuta, jak drzwi si臋 uchyli艂y i oskar偶ycielskie spojrzenie zacz臋艂o wwierca膰 si臋 w wampira. - Szpiegujesz mnie? - A co ja, Malgran? Ranisz moje uczucia... - ledwo zacz膮艂 si臋 teatralnie rozkr臋ca膰, a rozm贸wczyni ju偶 sprowadzi艂a go do parteru. - W takim razie czego tu chcia艂? Wskaza艂 przyniesione rzeczy. - Mam pewien pomys艂, ale musisz mi pom贸c. Chc臋, 偶eby艣 doda艂a tutaj co艣 od siebie. Podejrzliwie odchyli艂a uszy na boki i przymru偶y艂a oczko. - Niby co, na przyk艂ad? - W艂a艣nie o to chodzi, 偶e to ma by膰 Tw贸j i tylko Tw贸j wk艂ad. Ja nic nie sugeruj臋. - Dziwny z Ciebie osobnik, Vega... - mrukn臋艂a z rezerw膮, chocia偶 wida膰 by艂o, 偶e nie ma poj臋cia czego oczekuje Santorin (w zasadzie to kto by wiedzia艂 poza nim samym?). - Mi艂o mi, 偶e tak uwa偶asz. - u艣miechn膮艂 si臋 rado艣nie. - Czyli co? Mog臋 liczy膰 na Twoj膮 pomoc? - No zgoda. Mam tylko nadziej臋, 偶e nie wpakowa艂am si臋 w nic g艂upiego... - Kitu艣, kochanie Ty moje, na tym 艣wiecie 偶yj膮 tylko g艂upcy. Ob艂adowana wszystkim co przyni贸s艂 wampir, popatrzy艂a za nim, gdy schodzi艂 po schodach do sali jadalnej. Pracowa艂a tu ju偶 troch臋, a i tak nie przywyk艂a jeszcze do sposobu bycia tego osobnika. By艂 bezpo艣redni, to dobrze, ale miewa艂 te偶 absurdalne pomys艂y. Rozstawi艂a stela偶 na 艣rodku pokoju, rozpi臋艂a na nim materia艂 i z min膮 znawcy popatrzy艂a na konstrukcj臋. Sztaluga? Mia艂a co艣 namalowa膰, doda膰 od siebie? Tylko co, skoro p艂贸tno by艂o puste. Wzi臋艂a do r臋ki pude艂ko, w kt贸rym znalaz艂a kilka s艂oiczk贸w farb oraz p臋dzelek. Par臋 razy skubn臋艂a czubeczek ucha, zastanawiaj膮c si臋 gdzie machn膮膰 pierwsz膮 kresk臋. Raz kozie 艣mier膰... Druga by艂a Nissare. Drakonautka w przerwach od budowy machiny teleportacyjnej robi艂a za kucharza. Vega wsadzi艂 艂eb do kuchni i cofn膮艂 si臋 r贸wnie szybko. Wampiry nie lubi膮 ognia, a smoczyca, zatykaj膮c sobie 1 dziurk臋 od nosa, drug膮 kichn臋艂a ogniem do piecyka i zacz臋艂a sma偶y膰 ziemniaki. Zawczasu podnios艂a pokrywk臋 jednego z 2 garnk贸w z gotuj膮c膮 si臋 zawarto艣ci膮. W tym by艂 chyba sos, s膮dz膮c po zapachu. Posoli艂a i popieprzy艂a co by艂o trzeba i otrzepa艂a d艂onie. Santorin skorzysta艂 z okazji. Wsun膮艂 si臋 do kuchni do艣膰 nie艣mia艂o jak na niego. - Nissare... Masz chwil臋? - Zaj臋ta jestem, jak widzisz... - zacz臋艂a z wpraw膮 kroi膰 cebul臋 w cieniutkie plasterki. - ...ale m贸w 艣mia艂o o co chodzi. - Potrzebuj臋 Twojej pomocy przy pewnym projekcie? Jak zawsze s艂owo "projekt" dzia艂a艂o na Drakonautk臋 jak mi臋so na lwa. Od razu podnios艂a g艂ow臋 i wygi臋艂a uszminkowane na ciemno usta w drapie偶nym u艣miechu. - Projekcie? Jakim? M贸w, m贸w szybciutko! Zamierzasz wybudowa膰 w piwnicy kot艂owni臋, by doprowadza膰 do pokoi go艣ci ciep艂o, gdy tylko przyjd膮 jesienno-zimowe dni? A mo偶e chcesz jak膮艣 ma艂膮, fiku艣n膮 maszynk臋 lataj膮c膮, kt贸ra zast膮pi艂aby te obrzydliwe, sraj膮ce wsz臋dzie ptaki pocztowe? Je艣li tak, to od razu uprzedzam, 偶e odpowiedni odbiornik, w pe艂ni zale偶膮cy od rodzaju 艣rodka transmisji - m贸wi臋 tu o eterze albo linach, chocia偶 zak艂adanie masztu z lin膮 na naszym podw贸rzu i w najbli偶szym mie艣cie to troch臋 g艂upota - to da si臋 zrobi膰 ale... Ouu, s膮dz膮c po minie to nie o to Ci chodzi. Szkoda. Oszo艂omiony wywodem Drakonautki sta艂 chwil臋 jak to ciele, bezwiednie kiwaj膮c g艂ow膮 niczym papuga w takt "Tak, tak, dok艂adnie... Bezb艂臋dnie... Na pewno... Ale wiesz, 偶e nic nie rozumiem, prawda?". Otrz膮sn膮艂 si臋 wcale dyskretnie i na biegu wy艂o偶y艂 spraw臋. Kiedy wyszli z kuchni, Nissare przytkn臋艂a palec do brody, badawczo spogl膮daj膮c na oparty o 艣cian臋 pakunek. Wyraz twarzy mia艂a 艣rednio pokrzepiaj膮cy. - Santorinie, zdajesz sobie spraw臋 z tego, 偶e malarstwo to nie moja bajka? Rzeczoznawstwo, owszem, ale nie malowanie samo w sobie. - Nic nie szkodzi. W zasadzie to nawet o to chodzi: nie wa偶ne, czy umiesz operowa膰 p臋dzlem jak zawodowiec czy jak dziecko. Wystarczy, 偶e dodasz od siebie nawet malutki szczeg贸lik. Zgodzi艂a si臋. Podczas przerwy rozstawi艂a sztalug臋 w k膮cie kuchni. Wyp艂uka艂a p臋dzelek w szklance wody i ju偶 mia艂a namalowa膰 to nad czym my艣la艂a w czasie pieczenia jagni臋ciny, kiedy zobaczy艂a co by艂o "pierwszym elementem". Bia艂y...? Wzruszy艂a ramionami. Nie mia艂a poj臋cia co Santorin wykombinowa艂 tym razem, ale jak mus to mus. Na pokrywce pude艂ka z farbami zmiesza艂a nieco 偶贸艂ci i br膮zu, po czym zabra艂a si臋 do pracy... Przysz艂a kolej na Lor臋. Wampir dopad艂 j膮, gdy z pierzast膮 zmiotk膮 w r臋ce balansowa艂a na taborecie, by zgarn膮膰 paj臋czyny w k膮cie sufitu. Fartuszek pokoj贸wki mia艂a nieco wygnieciony, miejscami z szarawym, kurzowym mazem. Znalaz艂o si臋 nawet par臋 mokrych plam od wycierania r膮k po wy偶ymaniu szmatki do czyszczenia mebli. Tak si臋 skupi艂a na robocie, 偶e wystawi艂a koniuszek j臋zyka. Nagle zrobi艂a wielkie oczy i zacz臋艂a piszcze膰. - Aaaa! PAJ膭K! Paj膮czek nie wi臋kszy ni偶 paznokie膰 wystraszy艂 si臋 chyba jeszcze bardziej. Szybko przebiera艂 n贸偶kami, uciekaj膮c przed miote艂k膮, kt贸r膮 to Lora pr贸bowa艂a robala zmia偶d偶y膰. Pokurcz przebieg艂 po suficie i spad艂 Santorinowi na g艂ow臋. Wampir nic nie poczu艂... przynajmniej dop贸ki Lora z rozmachem nie przywali艂a mu miot艂膮. Paj膮k uciek艂, a bogu ducha winny Vega wykrzywi艂 si臋 w grymasie i sycza艂, dotykaj膮c uderzonego miejsca. Lily zamurowa艂o na d艂u偶sz膮 chwil臋, bo co艣 takiego NIE POWINNO si臋 zdarzy膰! Szybko zlaz艂a z taborecika z wyj膮tkowo karn膮 min膮. - Bo偶e, Santi, nie chcia艂am! Tam by艂 paj膮k i chcia艂am go zabi膰, ale on spad艂... Bardzo boli? Popatrzy艂 na ni膮 z mordem w oczach, a ona przygryz艂a paznokie膰, schowa艂a miote艂k臋 za plecami i u艣miechn臋艂a si臋 najniewinniej jak umia艂a. Spodziewa艂a si臋 reprymendy albo "Jeste艣 zwolniona!", ale zamiast tego szef jedynie pogrozi艂 palcem. - Twoja kara czeka na Ciebie w pokoju. Po wszystkim masz mi przynie艣膰 wszystko z powrotem. I bez wym贸wek! - zakomenderowa艂 i wyszed艂 trzaskaj膮c drzwiami. Najpierw zdziwi艂a si臋, lecz po przetrawieniu fakt贸w zakry艂a usta d艂oni膮. W j臋zyku Santorina "kara" mog艂a mie膰 tylko podtekst erotyczny. EROTYCZNY! A偶 ba艂a si臋, jak ta kara mia艂a wygl膮da膰. Zapewne zaraz si臋 przekona, 偶e mama mia艂a racj臋 i nieludzie s膮 藕li! Bo偶e, tylko 偶eby nie zasta艂a w pokoju czego艣 takiego jak... ...nie, to nie by艂 pejcz. To by艂a sztaluga i znajdowa艂 si臋 na niej zacz臋ty obraz. Ruda 艣cisn臋艂a nasad臋 nosa, chyba dawne zboczenia zawodowe zaczyna艂y miesza膰 jej w g艂owie. Podesz艂a do stanowiska, z艂apa艂a p臋dzel i, spojrzawszy na dzie艂o, dosta艂a pustki w g艂owie. Cokolwiek namaluje b臋dzie si臋 to mia艂o jak pi臋艣膰 do nosa do tego, co ju偶 by艂o na p艂贸tnie! Je偶eli to mia艂a by膰 jej kara, to brawo, Santorinie Vega, wielki z pana komediant! Po艣piesznie rozejrza艂a si臋 po swojej kwaterze w poszukiwaniu inspiracji. Znalaz艂a j膮, po艂yskuj膮c膮 krwist膮 czerwieni膮 na stojaczku w kszta艂cie wyk艂adanej at艂asem kobiecej szyi. Eldar. No, to mog艂o zako艅czy膰 si臋 katastrof膮, ale jakby na to nie patrze膰 nale偶a艂, JESZCZE, do kadry pracownik贸w. Zielono艂uski potw贸r wylegiwa艂 si臋 na podw贸rzu i s膮dz膮c po delikatnym u艣mieszku bardzo odpowiada艂o mu wiosenne s艂oneczko. Generalnie chyba do gustu przypad艂 mu chero艅ski, gor膮cy klimat. Z zadowoleniem pacn膮艂 ogonem zako艅czonym pierzast膮 pit膮. Rozkocura艂 si臋 do tego stopnia, 偶e przewr贸ci艂 si臋 na bok i grza艂 teraz drug膮 stron臋 pot臋偶nego cielska. Santorin m贸g艂by przysi膮c, 偶e smoczysko mruczy gard艂owo chocia偶 m贸g艂 to by膰 te偶 szum rozm贸w z tawerny. Podszed艂 bli偶ej, roz艂o偶y艂 sztalug臋, zacz臋ty obraz umie艣ci na miejscu i otworzy艂 pude艂ko z farbami zawczasu, gdy偶 Eldar m贸g艂by je uszkodzi膰 szponami podczas pr贸b pokonania haczykowatego zamka. - Eldar, mog臋 Ci臋 prosi膰 na chwil臋? Mam dla Ciebie zadanie. Gadzina niech臋tnie otworzy艂a neonowe oko i skierowa艂a 艂eb w kierunku wampira. Raczej nie by艂 przyzwyczajony do tego, 偶e rozm贸wca czegokolwiek od niego chce. - "Co艣 si臋 sta艂o?" - W pewnym sensie tak. Widzisz t臋 sztalug臋? - "No. I co z ni膮?" - Chc臋, 偶eby艣 co艣 namalowa艂. Eldar zbarania艂. Usiad艂 tak gwa艂townie, 偶e ziemia lekko zatrz臋s艂a si臋, a Santorin musia艂 wymachiwa膰 r臋kami aby nie klapn膮膰 ty艂kiem na klepisku. Smok wycelowa艂 w siebie szponem. - "JA mam co艣 namalowa膰? Rozum Ci臋 opu艣ci艂?! Malowanie to rzecz dla istot cz艂ekokszta艂tnych! Malgran si臋 do tego lepiej nadaje...!" - Malgran te偶 b臋dzie malowa艂. Brunatnoskrzyd艂y spowa偶nia艂. W zasadzie... To czemu nie? Skoro on ma si臋 wydurnia膰, to elf te偶 b臋dzie. I nie popu艣ci mu chocia偶by dlatego faktu. - "Umowa stoi. Ale co to ma by膰?" - To ju偶 zale偶y od Ciebie. Mo偶e to by膰 co艣 co lubisz, co艣 czego nie lubisz... Poda膰 Ci p臋dzelek? - "No daj." Malgran z wytrzeszczonymi oczami drapa艂 si臋 po g艂owie. Nie takiego widoku si臋 spodziewa艂, kiedy Eldar telepatycznie poprosi艂 go o pomoc. My艣la艂, 偶e chodzi o podrapanie mi臋dzy 艂opatkami, gdzie smok nie m贸g艂 si臋gn膮膰 i potrafi艂 by膰 z tego powodu bardzo upierdliwy. Zamiast wyginaj膮cego si臋 "w cierpieniach" Eldara, ujrza艂 go w du偶ej mierze rozp艂aszczonego przed sztalug膮. W wargach 艣ciska艂 koniec p臋dzelka, kt贸ry co chwila moczy艂 w 偶贸艂tej farbie i kre艣li艂 k贸艂ka na p艂贸tnie. Za艣 gdy rozmy艣la艂, co by jeszcze doda膰, zagryza艂 narz臋dzie pracy stawiaj膮c je do pionu, po czym znowu zaczyna艂 co艣 smarowa膰. Na widok Malgrana podni贸s艂 艂eb i u艣miechn膮艂 si臋, ze wzgl臋d贸w oczywistych pozdrowi艂 go telepatycznie. "Cze艣膰 Malgran." - Mo偶esz mi powiedzie膰, co Ty wyprawiasz? - zapyta艂, podchodz膮c i w gruncie boj膮c si臋, co tym razem strzeli艂o smokowi do 艂ba. "Maluj臋." - TO widz臋. Ale co i po co i dlaczego? "Santorin prosi艂. I m贸wi艂, 偶e Ty te偶 masz malowa膰." - Czy zawsze musz臋 si臋 o wszystkim dowiadywa膰 ostatni? - rzuci艂 z wyrzutem, splataj膮c ramiona na piersi w wyrazie chronicznego niezadowolenia. "Nie marud藕 tylko chod藕 tu i pom贸偶 mi malowa膰 czarne gwiazdki." Stan膮艂 przed sztalug膮, wzi膮艂 od smoka p臋dzelek i uni贸s艂 wysoko brwi w odpowiedzi na to, co ujrza艂. - Too... Gdzie mam postawi膰 te gwiazdki? "Najpierw wszystko troch臋 zaokr膮gl i dopiero wtedy domaluj gwiazdk臋... Nie, nie tak膮 gwiazdk臋! Tak膮 bardziej p艂ask膮!" Wykrzywi艂 usta wymownie, ale czyni艂, jak smok kaza艂. Inaczej strofowa艂by go telepatycznie i werbalnie dop贸ki by nie oszala艂 lub nie przyzna艂, 偶e epokowe dzie艂o zosta艂o "zniszczone" z jego winy. Po kilkudziesi臋ciu minutach na dobre oderwa艂 p臋dzel od obrazu, jednocze艣nie podziwiaj膮c zgrabny stos z艂otych... - "Bardzo 艂adnie! Podoba mi si臋! M贸wi艂em Santorinowi, 偶e istotom cz艂ekokszta艂tnym malowanie idzie lepiej, ale nie chcia艂 s艂ucha膰." - przerwa艂 potok my艣li elfa, po czym lekko pyrgn膮艂 go nosem rami臋. - "Teraz Twoja kolej." - Nie mam poj臋cia, co mam namalowa膰. - "Santorin powiedzia艂, 偶e to mo偶e by膰 co艣 co lubisz albo czego nie lubisz." Malgran z namys艂em przygryz艂 lekko dolna warg臋. Zaryzykowa艂. Przecie偶 na tym obrazie i tak nic nie trzyma艂o si臋 kupy... Z Atroxem chyba posz艂o najszybciej. 艁atwo by艂o go wypatrze膰 w sali jadalnej nie tylko dlatego, 偶e by艂 wy偶szy ni偶 normalny cz艂owiek. Wok贸艂 niego z regu艂y by艂y pustki, bo ludzie odruchowo si臋 od niego odsuwali. Santorin, mimo 偶e sam nie by艂 szaraczkiem w dziedzinie dziwno艣ci, te偶 czu艂 swego rodzaju... dyskomfort, gdy przebywa艂 blisko Atroxa, kt贸ry jak zawsze by艂 przera偶aj膮co rzeczowy, gdy co艣 kto艣 od niego chcia艂. - Mam co艣 domalowa膰? - Dok艂adnie. - W takim razie daj mi ten obraz i miejmy to ju偶 za sob膮. Wampir bez s艂owa wr臋czy艂 demonowi rozpi臋te na ramie p艂贸tno, a na stole postawi艂 pude艂ko z farbami. Z szeroko otwartymi oczami patrzy艂, jak tamten opiera sobie obraz o uda i kant blatu, po czym u偶ywaj膮c raptem 3 kolor贸w zaczyna kre艣li膰 na p艂贸tnie falowane linie. Zastanawia艂 si臋 czy to kolejna z demonicznych sztuczek, a mo偶e demony po prostu "umiej膮 wszystko idealnie", 偶e po nieca艂ych 15 minutach Atrox odda艂 wszystkie akcesoria. - Ju偶? - Santorin ze zdziwieniem odebra艂 obraz (ledwo zd膮偶y艂 okra艣膰 klientk臋 przy stoliku obok!) - Ju偶. - Szybki jeste艣. - Po prostu si臋 nie rozczulam. Vega nic si臋 nie odezwa艂. Po prostu zabra艂 manele i sztywnym krokiem uda艂 si臋 do swojego pokoju na szczytowym pi臋trze mieszkalnym. Rozsiad艂 si臋 na fotelu z wysokim oparciem i at艂asowym podbiciem i z zadowoleniem popatrzy艂 na schn膮ce dzie艂o. 呕eby triumf smakowa艂 jeszcze lepiej odkorkowa艂 butelk臋 z ciemnego, niebieskiego szk艂a i nala艂 jej zawarto艣膰 do kielicha ze szczerego z艂ota i wyk艂adanego drobnymi szmaragdami. Popijaj膮c krew z szykownego naczynia, kt贸re ukrad艂 dawno temu podczas balu u pewnej markizy, wodzi艂 wzrokiem po w og贸le nie pasuj膮cych do siebie elementach. Jego podw艂adni maj膮 ciekawe pomys艂y, naprawd臋! Troszk臋 si臋 nabiedzi艂, by doda膰 ostatni, najwa偶niejszy aspekt obrazu i nie zmiesza膰 ze sob膮 farb w ohydn膮 kompozycj臋. Mo偶e przesadzi艂, kompozycja sama w sobie by艂a tragiczna, ale o to mniej wi臋cej chodzi艂o. Teraz tylko poczeka膰, a偶 dzie艂o wyschnie i gotowe! Zszed艂 do jadalni p贸藕nym wieczorem. "U艣miech Fortuny" nie by艂 tawern膮 idealn膮 i miewa艂 swoje... abstrakcyjne dekoracje. Do jednej z takich nale偶a艂o wielkie, zakurzone poro偶e jelenia, kt贸re wisia艂o na 艣cianie nieopodal baru. Santorin kaza艂 Kogicie oraz Lorze nala膰 wina do miedzianych puchark贸w i rozda膰 wszystkim, a sam zabra艂 si臋 za 艣ci膮ganie nieszcz臋snego poro偶a. W jego miejsce powiesi艂 zakryty bia艂ym materia艂em pakunek. Mniej i bardziej podchmieleni klienci, a nawet pracownicy zaciekawili si臋 tym, co dzia艂o si臋 w tawernie. Alkohol dla wszystkich oraz tajemniczy przedmiot? No, no, ciekawe... Santorin wskoczy艂 na krzes艂o, 偶eby by艂o go lepiej wida膰 i wymachami r膮k uciszy艂 wszystkich. - Dzi臋kuj臋, dzi臋kuj臋 za uwag臋! A teraz mnie, moi drodzy, pos艂uchajcie, bo mam co艣 wa偶nego do powiedzenia! ...Ej, bez wycia, dobrze? B臋d臋 m贸wi艂 kr贸tko! ...Nie, nie zosta艂em ojcem, bez takich teorii! ...Nie zamykam te偶 tawerny! ...Aven, kurwa, przesta艅 otwiera膰 jap臋, bo pr贸buj臋 przemawia膰, a Ty w k贸艂ko trujesz i to si臋 przed艂u偶a! Rzeczony Aven zacz膮艂 si臋 艣mia膰, Staszek z J臋drkiem pod艂apali temat, obudzi艂 si臋 r贸wnie偶 Szefu艅cio, po czym ca艂y "klubik pokerowy", do kt贸rego nale偶a艂 Hefan, zani贸s艂 si臋 weso艂o艣ci膮. Trudno by艂o powiedzie膰, czy to z powodu za艂amania na twarzy Santorina, czy przez 贸w grupk臋 pijaczk贸w wszyscy w tawernie gruchn臋li 艣miechem. A mo偶e by艂o to po prostu cholerne fatum. Wampirowi d艂u偶sz膮 chwil臋 zaj臋艂o uciszenie rozm贸w oraz chichot贸w. - Ju偶 mog臋? Dzi臋kuj臋... Kochani moi, jak sami dobrze wiecie, jeszcze par臋 lat temu to by艂o totalne zadupie, a budynek, w kt贸rym jeste艣my, nadawa艂 si臋 do zburzenia. Dzisiaj 艣mia艂o mog臋 nazwa膰 to miejsce domem. Ba! Jest to okoliczny... Zamknij mord臋 Aven! ...o艣rodek kultury! Wypijecie za to ze mn膮!? Z garde艂 zebranych wyrwa艂 si臋 ryk aprobaty. - W ci膮gu tych 2 lat wydarzy艂o si臋 naprawd臋 sporo i, je艣li pozwolicie, nie b臋d臋 przytacza艂 wszystkich ciekawych chwil, bo zesz艂yby nam na to kolejne 2 lata! Ale ale! Jedna osoba tutaj obecna zas艂uguje na szczeg贸lne wyr贸偶nienie! Bez niej nigdy nie pojecha艂by do "Czarciego Grosza" w Galateyi i nie zagra艂 w pokera, dzi臋ki kt贸remu wygra艂em akt w艂asno艣ci tej tawerny. Bez tej osoby "U艣miech Fortuny" nie mia艂by tego specyficznego klimatu wolno艣ci, zwyk艂ej niezwyk艂o艣ci i TEGO CZEGO艢 co sprawia, 偶e chcemy tu wraca膰! A ja nie ukrywam, 偶e przepu艣ci艂bym wszystkie pieni膮dze... - u艣miechn膮艂 si臋, w odpowiedzi otrzymuj膮c ch贸r pe艂nych zrozumienia chichot贸w. - Moi drodzy! Przez ostatnie dni wszyscy pracowali艣my nad prezentem dla naszego szcz臋艣liwca! Ka偶dy doda艂 co艣 od siebie i razem stworzyli艣my co艣, co nas wszystkich charakteryzuje, co艣, po czym mo偶na nas pozna膰! Jeste艣my Chero艅czykami, do cholery, i nie cierpimy, gdy kto艣 o nas zapomina! Mam racj臋?! NO PEWNIE, 呕E MAM! - Podni贸s艂 do g贸ry pi臋艣膰, a t艂um odpowiedzia艂 mu rykiem aprobaty. Niekt贸rzy unosili kielichy, wi臋c troch臋 wina pola艂o si臋 na g艂owy. Santorin kontynuowa艂. - Dzisiaj mijaj膮 okr膮g艂e 2 lata od otwarcia tego przybytku i chcia艂bym, aby nasza ma艂a maskotka ods艂oni艂a prezent dla niej, dla nas pracownik贸w i dla was, 偶eby zapad艂 wam w pami臋膰 tak g艂臋boko, 偶e nigdy nie zapomnicie o "U艣miechu Fortuny"! IMPEK, CHOD殴呕E TU I 艢CI膭GAJ TO PRZE艢CIERAD艁O! Wampir zeskoczy艂 na ziemi臋 i ruchem r臋ki zach臋ci艂 chochlika, by przesta艂 chowa膰 si臋 za nogami Atroxa. Hefan wyra藕nie nie wiedzia艂, jak odnale藕膰 si臋 w sytuacji. Lubi艂 gorszy膰 ludzi, lubi艂 wypi膰 i chocia偶 lubi艂 te偶 uskar偶a膰 si臋 na sw贸j los, do "艣wi臋ta" na swoj膮 cz臋艣膰 nie przywyk艂. Kiwa艂 si臋 na boki, kiedy szed艂 pod 艣cian臋. Strzeli艂 palcami, jakby chcia艂 si臋 rozgrza膰, i zacz膮艂 macha膰 nier贸wno nietoperzowymi skrzyd艂ami. Ko艣lawo co艣 podlecia艂 na tyle wysoko, by z艂apa膰 r膮bek materia艂u okrywaj膮cego "niespodziank臋", po czym spad艂 z hukiem. Potrz膮sn膮艂 g艂ow膮 i cofn膮艂 si臋, bo chcia艂 zobaczy膰, czemu nagle zapad艂a cisza. Obraz by艂... niezwyk艂y, m贸wi膮c delikatnie. Przedstawia艂 karykatur臋 Hefana wymachuj膮cego nad g艂ow膮 rubinow膮 koli膮. Dodatkowo jecha艂 na bia艂ym kr贸liku w goglach roboczych, kt贸ry jeszcze trzyma艂 w pyszczku pi臋kn膮, czerwon膮 r贸偶臋. Jakby tego by艂o ma艂o, puchate zwierz膮tko skaka艂o po g贸rze z艂otych pomara艅czy z piekielnym ogniem w tle. Ha艂as wybuchn膮艂 nagle. Jedni klienci parskali zgorszeni, inni j臋czeli i odwracali wzrok, a pozostali ryczeli 艣miechem. Miedziany kieliszek z brz臋kiem wypad艂 zszokowanej Nissare z r臋ki. - Niech mi kto艣 powie, 偶e nie przy艂o偶y艂am do tego r臋ki... - To nie na moje nerwy. - Atrox jednym 艂ykiem opr贸偶ni艂 kielich. - Ju偶 wcze艣niej mnie to ciekawi艂o... Kto namalowa艂 kr贸liczka? - Malgran przekrzywi艂 g艂ow臋. - Ja! Te偶 my艣la艂am nad koli膮, ale widz臋, 偶e Lora wykorzysta艂a ten pomys艂. - Kogita podesz艂a bli偶ej, by lepiej przyjrze膰 si臋 rubinowemu naszyjnikowi. - Santorinie, Ty jeste艣 chyba chory na umy艣le. - szepn臋艂a Lora, bawi膮c si臋 pustym naczyniem. - "Nie prawda! Pomys艂 jest 艣wietny! Malgran, zrobimy co艣 takiego dla Almariel?" - zagadn膮艂 Eldar, kt贸ry zerkn膮艂 do tawerny przez okno, szczerze zaciekawiony nag艂ym rumorem. Malgran wymownie przejecha艂 d艂oni膮 po twarzy. Podobny gest wykona艂 Impek, ale z innego powodu ni偶 pomys艂 smoka. Chochlik trz膮s艂 si臋, posinia艂, po czym podszed艂 do Santorina i zacz膮艂 szarpa膰 go za nogawk臋. - Pojeba艂o ci臋, krwiaku pieprzony! Takie rzeczy...! - zacz膮艂. Lekko wychyli艂 si臋 zza nogi wampira, by ujrze膰 wszechobecne zgorszenie na twarzach celebruj膮cych. Czego艣 takiego jeszcze nie widzia艂. Tyle z艂ego si臋 sta艂o jedynie z powodu podobizny? JEGO podobizny? Ca艂e to obrzydzenie, niedowierzanie, bolesne grymasy? Zacisn膮艂 pi臋艣ci na spodniach wsp贸lnika. - To jest pi臋kne! - wybuchn膮艂 p艂aczem i zacz膮艂 smarka膰 w czerwon膮 szarf臋 Santorina.
Spis ulic Warszawy - mapa Warszawy z ulicami Ul. Fortuny, Warszawa - plan miasta, mapa z ulicami Mapa Warszawy z ulicami zawiera dok艂adny plan miasta Warszawa, ulice, zdj臋cia satelitarne oraz wyszukiwark臋 adres贸w. Zdj臋cia Warszawy mo偶na wy艣wietla膰 po klikni臋ciu w jasnoniebiesk膮 ikon臋 Galeria zdj臋膰 na mapie adres贸w na mapie polskich miast:W celu znalezienia miejscowo艣ci nale偶y wpisa膰 jej nazw臋 w polu Miejscowo艣膰 i klikn膮膰 w przycisk Poka偶 na mapie. Je偶eli w Polsce jest kilka miejscowo艣ci o takiej samej nazwie nale偶y za nazw膮 miejscowo艣ci wpisa膰 kod pocztowy, np. Olsztyn 42-256. W celu znalezienia dok艂adnego adresu na mapie, nale偶y w polu Ulica wpisa膰 nazw臋 ulicy, np. Fortuny. Ulica nie jest obowi膮zkowa, wystarczy wpisa膰 nazw臋 miejscowo艣ci. Wyszukiwarka zdj臋膰 Wyszukiwarka na mapie Warszawa N E Warszawa miasto woj. mazowieckie Powiat Warszawa Gmina WarszawaInformacje o mie艣cie Warszawa - opis Warszawa - galeria zdj臋膰 Warszawa - ulice Warszawa - linki Warszawa - noclegi Warszawa - mapa Wysoko艣膰 94m Telefon 0-22 Tablice rejestracyjne WA, WB, WD, WE, WF, Powierzchnia km2 Ludno艣膰 1700500 os贸b Kody pocztowe 00-001, 00-002, 00-003, 00-004, 00-005, 00-006, 00-007, 00-008, 00-009, 00-010 Nowe zdj臋cia Plac Zamkowy Warszawa Warszawskie wie偶owce Warszawa Instalacja "Czas ucieka" Warszawa Tagi: Ul. Fortuny, Warszawa - plan miasta, mapa z ulicami - mapa Polski, plan miasta, turystyka, Warszawa mapa, zdj臋cia, ulice. Wszystkie informacje o miejscowo艣ciach (np. dane miejscowo艣ci, opisy i zdj臋cia miejscowo艣ci, linki, odleg艂o艣ci mi臋dzy miastami) tworz膮 baz臋 danych stanowi膮c膮 utw贸r w rozumieniu prawa autorskiego. Kopiowanie i powielanie bazy danych bez uprzedniej zgody autora jest zabronione. Nielegalne wykorzystanie bazy danych lub jej fragmentu jest zabronione. Wszelkie prawa zastrze偶one 漏 2008-2022 Firma Delta Tomasz 膯makowski, korzystanie z serwisu oznacza akceptacj臋 i
Wilamowice pokona艂y na w艂asnym boisku Czaniec 2-0 (0-0), trzeci zesp贸艂 bielskiej "okr臋g贸wki". Szal臋 na swoj膮 korzy艣膰 gospodarze przechylili w ostatnich 10 minutach przerwa艂y pasmo nieszcz臋艣liwych pora偶ek, w Cza艅cu eksperymentuj膮 pod k膮tem przysz艂orocznych rozgrywek - Po raz ostatni wygrali艣my blisko miesi膮c temu, tak偶e na w艂asnym boisku, z rezerwami Podbeskidzia - przypomina kierownik Wilamowic Dariusz Buczek. - Po nim zanotowali艣my dwie wpadki no i przecie偶 pauzowali艣my. Zar贸wno w Ustroniu (3-5) jak i w Bestwinie (2-3), przegrali艣my do艣膰 pechowo. Wreszcie fortuna troch臋 si臋 do nas u艣miechn臋艂a. No, i najwa偶niejsze, 偶e wreszcie w ty艂ach wyszli艣my "na zero". Po raz ostatni ta sztuka uda艂a nam si臋 bodaj偶e w po艂owie kwietnia, z rezerwami 偶ywieckiej Koszarawy - Dariusz Buczek mia艂 k艂opot z odszukaniem daty tego spotkania w swojej pami臋ci. W Wilamowicach ciesz膮 si臋, 偶e proces odm艂adzania zespo艂u zdaje egzamin. Wilamowice na p贸艂metku rozgrywek zajmowa艂y 10. miejsce, ale traci艂y tylko 5 punkt贸w do 5. w tabeli Ku藕ni Ustro艅. W dru偶ynie dosz艂o jednak do rewolucji kadrowej. Mariusz W贸jcik poci膮gn膮艂 za sob膮 do IV ligi ma艂opolskiej Tomasza Borowczyka. Przemyk przeni贸s艂 si臋 do G贸rnika Brzeszcze, Pawe艂 Antos do Rajska, Sebastian Gniza wr贸ci艂 do Bojsz贸w, a Marcin Herman obra艂 kurs na Or艂a Kozy. Do zespo艂u do艂膮czy艂o trzech junior贸w, czyli 艁ukasz Sztafi艅ski, Pawe艂 Broszka i Grzegorz Krywult. Jedynym nowym zawodnikiem z zewn膮trz jest Dominik Natanek. - Z 12 rozegranych sparing贸w tylko raz przegrali艣my, trzykrotnie remisuj膮c, natomiast osiem razy schodzili艣my z murawy w roli zwyci臋zc贸w. To pozwala艂o nam optymistycznie patrze膰 w przysz艂o艣膰. 呕ycie pokazuje, 偶e si臋 nie pomylili艣my - cieszy si臋 Dariusz Buczek. Nieco smutn膮 min臋 po meczu mia艂 trener Cza艅ca Wojciech Madej. Wprawdzie jego zesp贸艂 ju偶 w tym sezonie o nic nie walczy, ale przecie偶 nikt nie lubi przegrywa膰. - Je艣li o zwyci臋stwie decydowa艂by okres posiadania pi艂ki, to nikt nie mia艂by w膮tpliwo艣ci, komu nale偶y si臋 komplet punk贸w. Jednak to s膮 tylko czysto teoretyczne rozwa偶ania - zwraca uwag臋 Wojciech Madej. - Mieli艣my w zespole troch臋 kontuzji. Na 艂awce posadzi艂em Tomal臋 ze 艢leziakiem, kt贸rzy zazwyczaj prowadz膮 gr臋, by da膰 szans臋 m艂odzie偶y. Ich gra dla oka by艂a bardzo 艂adna, ale zabrak艂o wyko艅czenia i - co za tym idzie - bramek. Przed nami trzy kolejki, wi臋c b臋dzie jeszcze okazja do przejrzenia kadr pod k膮tem przysz艂orocznych rozgrywek - dodaje Wojciech Madej. (zab)
pomyslna okolicznosc usmiech fortuny